Paweł Wszołek
fot. Marcin Szymczyk

Paweł Wszołek: Zasłużyliśmy na tak okazałe zwycięstwo

Redaktor Jakub Waliszewski

Jakub Waliszewski

Źródło: TVP Sport

02.04.2025 21:50

(akt. 03.04.2025 02:10)

– Uważam, że było widać różnicę jakości. Zasłużyliśmy na tak okazałe zwycięstwo. Wygraliśmy 5:0, jesteśmy w finale. Teraz trzeba się szybko zregenerować, bo przed nami ważny mecz w Zabrzu z Górnikiem. Mamy do udowodnienia sporo w lidze. Zgubiliśmy dużo punktów, ale teraz trzeba docenić drużynę. Szacunek dla całego zespołu. Jedziemy dalej – mówił w TVP Sport, po meczu z Ruchem Chorzów i awansie do finału Pucharu Polski, prawy obrońca Legii, Paweł Wszołek.

– Myślę, że najważniejsze w tym meczu było zaangażowanie. Trener powtarzał nam przez ostatnie dni, po spotkaniu z Pogonią: "reakcja po stracie", czyli mieliśmy być agresywni po stracie. Wiadomo, że przydarzają się straty piłki, ale chodzi o to, by od razu być głodni odzyskania jej. Tak to wyglądało w pierwszej i drugiej połowie. 

– Miałem problemy zdrowotne przed spotkaniem z Ruchem. Można powiedzieć, że w sobotę wieczór, niedzielę i poniedziałek zmagałem się z wirusem. Straciłem 2,5 kg przez dwa dni. Nie było łatwo. Pojawiły się momenty, kiedy mnie zatykało, szczególnie po 70. minucie, ale nie ma co szukać usprawiedliwień. Czasami zdarzają się takie mecze, że zawodnik musi wyjść na boisko z wirusem czy innymi rzeczami. Oczywiście, to wszystko było pod kontrolą. Szacunek dla zespołu medycznego, który postawił mnie na nogi. Byłem też izolowany przez te dwa dni i koniec końców, przyniosło to efekt.

– Mój gol? Chłopaki śmieją się, że dochodzę do sytuacji i czasami brakuje, by być większym egoistą i uderzać z pozycji strzeleckich. To ciężka sytuacja dla bramkarza, kiedy uderzasz "pod ladę". Teraz się udało. Vladan Kovacević i zawodnicy dużo o tym mówili, i padła bramka. Cieszę się. W środę jest rocznica śmierci Jana Pawła II – mam tatuaż na ręce, ten dzień przyniósł mi szczęście. Jestem osobą wierzącą i wierzę w takie momenty. Myślę, że to przyszło z góry.

– Dedykacja była też dla trenera Goncalo Feio. Ciężko pracuje, dniami i nocami. Jest pracoholikiem i wkłada ogrom pracy w naszą drużynę. Wiemy, że w lidze zawiedliśmy w wielu meczach, ale to nasza wina. Brakuje nam czasem koncentracji w spotkaniach ligowych. Nie chcę tutaj nikogo winić, bo muszę zacząć od siebie. Wiemy, że daliśmy ciała w wielu meczach, bo mogliśmy dalej walczyć o mistrzostwo. Chciałbym podziękować, bo trener we mnie wierzy. Sporo się od niego nauczyłem przez półtora roku. Nie chcę, by każdy pomyślał teraz, że się podlizuję, ale mam po prostu do niego szacunek i do jego ciężkiej pracy. Tak samo mam szacunek do pracy całego sztabu, nie tylko trenera, bo wszyscy pracują na takie momenty, jak dziś. Jesteśmy w grze o Puchar Polski, dalej występujemy w Lidze Konferencji. Szacunek dla całej drużyny i wszystkich dookoła, bo to dzięki nim jesteśmy w tym momencie, w którym jesteśmy.

– Patrząc na pary półfinałowe i nie ubliżając nikomu, myślę, że finał Legia – Pogoń jest wymarzony dla kibiców. Widzimy się 2 maja, ale wcześniej mamy jeszcze przed sobą bardzo ważne mecze, spore wyzwania i na tym się skupiamy. Szczerze mówiąc, mówiłem Kamilowi Grosickiemu po ostatnim meczu z Pogonią, że widzimy się w finale i tak jest. 

Polecamy

Komentarze (15)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.